Press "Enter" to skip to content

Miesiąc: Styczeń 2011

Skype – następny zarażony

Pamiętacie jak narzekałem na niedobry trend w wyglądzie niektórych programów? Przypomnijmy bardzo krótko. Zwróciłem uwagę, że niektóre, bardzo popularne ostatnio, programy mają strasznie rozciągnięty interfejs i coraz bardziej przypominają programy z platformy iOS. Konkretnie chodziło mi o Reedera i Sparrow, które to w swoim przepychu graficznym stają się coraz mniej funkcjonalne, coraz mniej tam widać jednym rzutem oka. Według mnie tendencja jest zła, gdyż komputer obsługujemy myszką lub touchpadem i jest to sterowanie super-precyzyjne w porównaniu do naszych grubych paluchów, którymi obsługujemy iPhone’a czy też iPada. Na platformie iOS musimy zatem mieć duże pola, w które będziemy pewnie trafiać i nie będą nam się przydarzały przypadkowe kliknięcia w pola obok. Na komputerze oczywiście taki problem nie istnieje, możemy wskaźnikiem kursora trafiać precyzyjnie w bardzo małe pola, pojedyncze linijki tekstu itp.

ClipMenu – schowek doskonały

ClipMenu to uniwersalny schowek, który w bardzo przyjemny sposób rozszerza możliwości schowka systemowego. Poszukiwałem takiego narzędzia od dawna i w końcu, po tym wpisie (dzięki Miłosz), a zaraz potem po tym (dzięki Przemek), znalazłem! ClipMenu robi dokładnie to czego oczekuję po tego typu programie, czyli zapamiętuje nasze kolejne kopiowania wywoływane skrótem klawiaturowym cmd+C. Zdarza mi się dosyć często edytować różne strony internetowe i podczas tej edycji, adresy innych stron, nazwy obrazków, nazwiska autorów, czy też nazwy instytucji, dosyć często się powtarzają. Dzięki ClipMenu jestem teraz dużo szybszy, gdyż wszystkie ostatnie ostatnio skopiowane informacje mam pod ręką.

Naprawa Spotlight

Spotlight to jedna z moich ulubionych „makowych” funkcji. Został wprowadzony do systemu OS X wraz z premierą wersji 10.4 Tiger, a wraz premierą 10.5 Leopard jego funkcjonalność została znacznie rozszerzona. Oprócz podstawowej własności, czyli wyszukiwania plików, wykonuję za jego pomocą jeszcze kilka drobnych czynności. Przede wszystkim uruchamiam za pomocą Spotlighta programy. Wydaje mi się, że korzystam z tego nawet częściej niż z wyszukiwania plików. Robię tak dlatego, że jest to bardzo szybkie. Dużo szybciej uruchamiam skrótem klawiaturowym (cmd+spacja) Spotlight, wpisuję pierwsze dwie lub trzy początkowe litery nazwy programu i wciskam enter, niż odrywam rękę od klawiatury, kładę na touchpadzie albo myszce, szukam ikonki w docku i kilkam. W przypadku programów, których nie mam w docku, to już w ogóle nie ma porównania, uruchamianie za pomocą Spotlighta jest dużo, dużo szybsze. I jeszcze jedna rzecz, używam Spotlighta jako kalkulatora do najprostszych obliczeń, do czego też bardzo szybko się przyzwyczaiłem i funkcjonalność tę bardzo sobie cenię.

Wygląd programów jak w iOS – nie idźcie tą drogą!

Od pewnego czasu z niepokojem obserwuję  pewną tendencję. Twórcy niektórych programów na maka starają się, aby ich programy pisane na OSX-a wyglądały tak jak programy pisane na iOS, czyli na iPhone’a lub iPada. Czasami są to desktopowe odpowiedniki programów stworzonych wcześniej na mobilne urządzenia od Apple lub też programy tworzone od razu na maka, które po prostu wyglądają jak żywcem przeniesione z iPhone’a. Konkretnie mam na myśli dwa, niezwykle popularne ostatnio programy: Reeder i Sparrow. Oba te cacuszka wyglądają ślicznie, aż chce się je mieć włączone na ekranie i chłonąć ich wygląd. Pokazuję je znajomym, posiadającym Windowsa, którzy pytają „co tam masz fajnego na tego apla?”. Wszystko jest z tymi programami w porządku, poza tym, że… korzysta mi się z nich dużo gorzej niż z innych aplikacji, przy których tworzeniu nikt się na programach pisanych na iOS nie wzorował.

Numbers program do bardzo podstawowych zastosowań

Odkąd przesiadłem się na maka staram się przekonać do używania pakietu iWork. O ile Keynote’a przyjąłem, zaakceptowałem i używam z nieukrywanym entuzjazem, tak z pozostałą dwójką jest już trochę gorzej. Pages używam rzadko, głównie dlatego, że napisanego dokumentu nie mogę nikomu posłać. Ponadto bardzo często dostaję w Wordzie dużo skomplikowanych dokumentów ze „świata zewnętrznego” i muszę zachować pełną zgodność formatów. Natomiast gdy piszę tylko dla siebie, to zdarza mi się używać Pages. Robię to choćby po to, żeby czasami coś zmienić, najzwyczajniej w świecie nie nudzić się. No i jest jeszcze Numbers…., którego niestety używać się nie da.

Ergo – jest potencjał

Ergo-13-213410.png

Od trzech dni bawię się betą programu Ergo autorstwa Pawła Nowaka. Jest to program, który służy do pisania bloga. Z jednej strony, w pierwszym momencie można pomyśleć, że grupa odbiorców jest ograniczona, z drugiej strony, kto teraz nie pisze gdzieś jakiegoś bloga? Czym zatem dokładnie jest Ergo? W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że Ergo jest to pewna nakładka na silnik WordPressa, która umożliwia dużo prostszą niż na stronie internetowej, edycję postów. Nigdy wcześniej dodawanie linków, filmików z YouTube oraz zdjęć do redagowanych postów nie było tak proste jak w Ergo.

Picturesque – prosta obróbka grafiki

tapeta_morze400-12-224101.pngTak jak kiedyś wspominałem będę na blogu rozwijał kategorię używam polecam. Tym razem chciałbym Wam zarekomendować niezwykle prosty programik do obróbki grafiki Picturesque. Program jest dosyć znany, był jedną z lokomotyw ostatniej dużej paczki Macheist (bodajże wiosna 2009), a także potem pojawiał się w różnych paczkach z oprogramowaniem. Ja nabyłem Picturesque właśnie w paczce Macheist, od tamtej pory używam go bardzo intensywnie i dzisiaj już nie wyobrażam sobie bez niego pracy. Mam przyjemność nadzorować kilka stron internetowych. Dosyć regularnie zdarza mi się, że muszę różne podstrony po kimś poprawiać lub też całe strony napisać na nowo. Picturesque jest wówczas nieocenioną pomocą, która pozwala elegancko i co najważniejsze bardzo szybko na podstawowe upiększenie dodawanych na te strony obrazków.

Jak naleŻy wpisywaĆ formuŁy w Excelu

Przez ostatnie kilka dni miałem okazję testować nowego Excela 2011. Porównuję najnowszy produkt Microsoftu do Excela 2007, którego jako ostatniego miałem okazję bardzo intensywnie używać za poprzedniego systemu operacyjnego. Tamtego Excela uważałem za program wszech czasów, napisałem na nim setki dużych arkuszy, tysiące linijek kodu w VBA. Zarobiłem nawet dzięki tym umiejętnościom całkiem sporo pieniędzy. Generalnie uważam się za powerusera Excela w wersji windowsowej. I właśnie z takim bagażem doświadczeń usiadłem do Excela 2011. Podobnie jak w przypadku Worda jestem pod dosyć sporym wrażeniem. Program jest szybki, elegancki, większość funkcjonalności działa jak należy. Napisałem większość, bo jednak nie wszystko jest takie jakbym chciał.

iWork.com działa

Wczorajszy update pakietu iWork przyniósł kilka zmian. Jedną z nich jest udostępnienie publicznej bety strony iWork.com Podstawowa funkcjonalność tego serwisu polega na tym, że możemy pliki z Keynote’a oraz Pages eksportować na stronę iWork.com. Następnie pliki możemy współdzielić z innymi osobami (wymagane konto Apple ID), dodawać notatki oraz publikować w sieci. Nie ma niestety jednej z podstawowych funkcjonalności dostępnych w Google Docs, czyli możliwości edycji plików on-line. Nie jest mi ona specjalnie potrzeba, wykorzystuję do pracy na co dzień Google Docs i nic nie zapowiada, żeby to się miało zmienić. Natomiast z bardzo dużą radością przywitałem możliwość publikacji w sieci prezentacji z Keynote’a.