Press "Enter" to skip to content

Miesiąc: Grudzień 2010

Synchronizacja wszystkiego

Jakiś czas temu w gronie znajomych doszło do dyskusji o tym czym skutkuje dla przeciętnego człowieka utrata telefonu komórkowego. Część osób, która brała udział w rozmowie, stwierdziła, że telefon to tylko rzecz i nie należy się do niego przyzwyczajać (też prawda), a najgorsza po zgubieniu telefonu jest… utrata wszystkich kontaktów. Nie ukrywam, otworzyłem szeroko oczy. Zaraz, zaraz, jak to „utrata kontaktów”? Jak to możliwe? Jak można stracić coś co mam zapisane na swoim koncie Google gdzieś w chmurze obliczeniowej? Dopiero po dłuższej chwili uświadomiłem sobie, że jednak nie wszyscy mają Gmaila, MobileMe, konto z usługą Microsoft Exchange po stronie serwera lub cokolwiek innego zapewniającego synchronizację danych.

Nie przedłużam MobileMe

Prawie dwa miesiące używałem MobileMe. Przynajmniej starałem się używać. Używałem przede wszystkim poczty, kalendarza, nawet kontakty zacząłem synchronizować za pomocą MobileMe. Minęło dwa miesiące i… przyszedł czas na decyzję. Bez zbędnych wstępów i czarowania: moja decyzja jest negatywna. Nie dam 79 euro za konto mailowe (bo mam już), synchronizację kalendarza między urządzeniami (też już mam), synchronizację kontaktów między urządzeniami (to też mam), galerię zdjęć w sieci (również mam, ale niespecjalnie nawet odczuwam potrzebę posiadania). Jedynej rzeczy, której nie mam, albo nie mam w tej formie co bym chciał mieć, to iDisk, którego to względnie sobie chwalę. Chociaż po ostatniej aktualizacji Dropboxa przestaje mu wiele brakować.

MacBook Air 11 – ogólne wrażenia

Przy okazji szału świątecznych zakupów zostałem dzisiaj zaciągnięty do centrum handlowego w celu poszukiwania prezentów. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie zajrzał choć na chwilę do iSpotu. Tak też właśnie zrobiłem, a cel był jeden: nowy MacBook Air w wersji 11 calowej. Taki zresztą tylko był dostępny (w wersji podstawowej 1,4GHz), bardzo żałuję, że nie rzuciłem okiem na wersję 13 calową, ale zapewne jeszcze będę miał okazję. Pobawiłem się chwilę tym komputerem, który nota bene wcale nie był oblegany (zauważyłem, że największe wrażenie na przypadkowych zwiedzających zawsze robi 27 calowy iMac). Moje pierwsze wrażenie jest takie: szybkość działania tego maleństwa zabija.

Navigon strikes back

Dzisiaj ukazała się aktualizacja do Navigona oznaczona numerkiem 1.7. Przywitałem ten update z dziką radością, gdyż od pewnego czasu Navigona po prostu nie dało się normalnie używać. Ekran przygasał, połączenie bluetooth z uchwytem Tom Toma rwało się co chwilę, ogólnie był dramat. Spieszę donieść, że przynajmniej pierwszy z tych błędów został poprawiony. Ekran nie przygasa, a test przeprowadzony na jednej rozmowie telefonicznej przyniósł dobre rezultaty. Można ponownie bez przeszkód używać tego zestawu (Navigon + Tom Tom car kit) jako pełnoprawnego zestawu do nawigacji samochodowej. Zdaję sobie sprawę, że jedna rozmowa to nie jest zbyt duża próbka statystyczna, ale rokowania są dobre, wszystko działa jak za starych dobrych czasów.

Chrome przeglądarka prawie idealna

Jakiś czas temu przesiadłem się na Chrome. Kryterium było jedno: upragniony brak piłki plażowej podczas uruchamiania programu i potem podczas dodawania kolejnych zakładek. Nie wiem od czego to zależy, ale wszystkie trzy pozostałe przeglądarki, czyli Firefox, Safari i Opera, mają na moim komputerze jakieś problemy. Szczególnie jestem niepocieszony tym co się stało przez ostatnie pół roku z Firefoxem, na którego to za poprzedniego systemu migrowałem z Internet Explorera.

Tom Tom car kit i Navigon – koniec zachwytów

Jakiś czas temu napisałem tekst, w którym dosyć entuzjastycznie wypowiadałem się o tandemie: Nawigacja Navigon na iPhone’a i uchwyt samochodowy firmy Tom Tom. Przejeździłem na tym zestawie drugą połowę wakacji, pojechałem potem jesienią w kilka miejsc, w których byłem pierwszy raz w życiu i nawigacja ta bardzo mi się przydawała. Poza minimalnie nieprecyzyjnymi mapami oraz kilkoma jeszcze drobiazgami wymienionymi w podlinkowanym tekście byłem z tego zestawu bardzo, bardzo zadowolony.

Od tamtej pory sytuacja się trochę zmieniła. Po kilku tygodniach przerwy miałem okazję znowu na przełomie listopada i grudnia nieco bardziej intensywnie używać nawigacji i zauważyłem następujące objawy:

Skróty klawiaturowe na Maku

Pamiętam, gdy zasiadłem po raz pierwszy przed komputerem z systemem OS X. Przez pierwsze kilka tygodni miałem wrażenie, że wykonuję różne czynności bardzo wolno, wolniej niż wcześniej na Windowsie. Dopiero musiało minąć trochę czasu, aż poznałem system. Przyzwyczaiłem się do tego, jak różne rzeczy są zorganizowane. Nauczyłem się efektywnie wykorzystywać gesty. I moja praca trochę przyspieszyła. Ale prawdziwą szybkość uzyskałem dopiero wtedy, gdy opanowałem minimum skrótów klawiaturowych. Mało tego teraz dochodzę do wniosku, że tajemnica wysokiej produktywności na Maku leży właśnie głównie w znajomości skrótów klawiaturowych. To właśnie dzięki nim jestem w stanie wykonywać bardzo szybko różne czynności. Jak by na to nie patrzeć klawiatura jest szybsza niż myszka (a od touchpada, to już jest o wieki szybsza) i to jest wystarczający powód dla których warto się skrótów nauczyć.