Press "Enter" to skip to content

Tag: lion

Przygotowania do 10.8

 

Nie wiem co planujecie na jutrzejszy wieczór, ale ja na wszelki wypadek nie mam w kalendarzu wpisanego nic konkretnego. Wszystko to z myślą, że jutro najprawdopodobniej pojawi się nowy system operacyjny od Apple, czyli OS X 10.8 Mountain Lion. Jak przystało na prawdziwego fanboya, zamierzam kupić 10.8 w pierwszej sekundzie, jak tylko pojawi się w Mac App Store. Po to aby czuć się bezpieczniej a także zważywszy na moje poprzednie przeboje z upgradem do 10.7, jutrzejszy poranek spędzę po kolei na następujących czynnościach:

MacGadka #5: Wojny patentowe, country i death metal

Ufff, było ciężko! Podczas obróbki piątego odcinka MacGadki na właśne życzenie załatwiłem sobie dysk w laptopie. To że MacGadka w ogóle się pojawiła zawdzięczam tylko i wyłącznie temu, że mam testowy komputer od Apple i miałem na czym pracować. Podczas aktualizacji plików RSS, z powodu niewiedzy, popełniłem drobny błąd i spowodowałem to, że MacGadka na dłuższą chwilę w ogóle zniknęła z iTunes! Emocji już po nagraniu było co nie miara. Ale na szczęście wszystkie trudności udało się przezwyciężyć i piąty odcinek MacGadki jest już dostępny.

Sam odcinek jest najdłuższym z dotychczasowych. Co tu dużo mówić, coraz lepiej nam się z Przemkiem rozmawia i aż żal czasami, mimo tego, że nagrywamy w środku nocy, kończyć rozmowę. W tym odcinku dyskutujemy o przejęciu Motoroli przez Google, o wojnach patentowych, o tym dlaczego nowego iPada nie będzie w tym roku i w końcu o tym czy wypuszczenie nowego albumu Bjork na iOS ma sens. Przy okazji dowiecie się jaką muzykę lubimy!

Przeciągnij i upuść w Lionie

Używam zamiennie myszki i touchpada. Myszki używam, gdy potrzebuję precyzji w pracy, touchpada do luźniejszych zastosowań takich jak przeglądanie internetu, pisanie maili, itp. Jedną z rzeczy jaką wykonuję jest przenoszenie okien oraz przenoszenie plików, nic wielkiego, czynność, którą każdy z Was wykonuje codziennie pewnie setki razy. W przypadku myszki sprawa jest prosta, nie ma o czym rozmawiać. Sprawa jest odrobinę trudniejsza w przypadku używania touchpada. Można to zrobić na dwa sposoby. Pierwszy sposób polega na przyciśnięciu jednym palcem przycisku na touchpadzie (fizycznie trzeba go wdusić), drugim można wówczas przenieść plik lub okno. Drugi sposób jest taki, że należy na pliku lub na górnej belce okna kilknąć dwa razy, przytrzymać palec i wówczas przenieść plik lub okno. Drugi ze sposobów jest o wiele szybszy bardziej elegancki, wymaga oczywiście wprawy i odrobinę większego touchpada. Jest jeszcze trzeci sposób, który można odblokować w preferencjach – przeciąganie okien trzema palcami, ale ze względu na to, że miesza się wówczas z innymi trzypalcowymi gestami, nigdy nie używałem tego sposobu.

Lion Recovery

Przeglądając dzisiaj zawartość katalogu Programy natknąłem się na zapomniany już trochę przeze mnie Instalator Liona. To jest dokładnie ta sama aplikacja, którą ściągnąłem w dniu debiutu Mac OS X 10.7 w dniu 20 lipca. Po normalnym upgradzie z 10.6 do 10.7, czyli przez uruchomienie tej aplikacji, instalator po zakończonej instalacji powinien zniknąć z naszego dysku twardego. Powodowało to zresztą w dniu premiery małe zamieszanie. Użytkownicy najpierw robili upgrade, a potem stwierdzali: „Dobra, to teraz wypalę sobie płytę z Lionem!”, której w tym momencie wypalić się już nie dało, gdyż instalator znikał.

Wersje, czyli Time Machine wewnątrz pliku

Wraz z upgradem systemu operacyjnego do wersji 10.7 Lion otrzymaliśmy subtelnie, aczkolwiek fundamentalnie, zmienioną możliwość pracy z plikami w kilku podstawowych programach od Apple. Inaczej zachowują się Pages, Number, Keynote, Podgląd oraz TextEdit. Koniec martwienia się o to czy mamy plik zapisany przy wychodzenie z programu, koniec nerwów, że komuś zamiast cmd+W kliknie się przez przypadek cmd+Q. No i doszła jedna z fajniejszych funkcjonalności, możliwość resetu komputera i przywrócenia w sposób bezbolesny wszystkich otwartych okien, bez nawet zająknięcia się na temat tego czy mamy zapisany plik, czy też nie. Działa to mniej więcej w następujący sposób.

MacGadka #2: Tydzień po Lionie i morderstwo napędu optycznego

Bardzo serdecznie zapraszam Was do wysłuchania drugiego odcinka MacGadki. W tym odcinku, wraz Przemkiem Marczyńskim z MójMac.pl po pierwsze tłumaczymy kto i dlaczego pożarł Szarlotkę. Po drugie i co ważniejsze dzielimy się naszymi wrażeniami po tygodniu używania Liona, spieramy się czy napęd optyczny jest jeszcze potrzebny, zachwycamy się nowymi MacBookami Air oraz kadzimy bez opamiętania Kindze Ochendowskiej w związku z najnowszym numerem iMagazine

Przy okazji bardzo pięknie dziękuję w imieniu Przemka i swoim za super przyjęcie i fantastyczny odzew z Waszej strony. Nic tak nie motywuje do pracy i dalszego nagrywania jak dobre słowo i oraz spływające pytania kiedy będzie kolejny odcinek. 

Do odwrotnego scrolowania przyzwyczaić się nie da

Minął tydzień z Lionem. Jest dobrze, powiedziałbym nawet, że jest bardzo dobrze. System jest szybki, stabilny, wszystko (no prawie wszystko) działa. W szczególności działają moje narzędzia pracy, takie jak Word, Skype, GarageBand, Pixelmator (częściowo, ale o tym za chwilę) i Chrome (z wyjątkami). Bardzo mi się podobają drobne ułatwienia, trochę zmieniony widok Findera, fulll screen wybranych programów, mission control, w końcu przyzwoicie działające iTunes. Mógłbym długo wymieniać, generalnie jestem zadowolny. To było dobrze wydane 108 zł. Jest jednak parę programów, o których chciałbym wspomnieć, których działanie niestety nie jest perfekcyjne.

WindowServer rozpędza wiatraki

Od czas upgrade’u do Liona zauważyłem dosyć niepokojącą rzecz. Mój komputer był o wiele bardziej gorący niż poprzednio, za czasów Snow Leoparda. Potrafił także rozpędzać wiatraki w stanach kompletnej bezczynności! O ile rozumiem, że komputer może troszkę się zagrzać np. przy oglądaniu filmików na YouTube lub przy eksporcie MacGadki w GarageBand, to przy pisaniu pliku w Wordzie lub przeglądaniu statycznych stron w internecie powinien milczeć jak grób! Tymczasem bez żadnego istotnego powodu potrafił rozpędzać wiatraki oraz grzać procesor. Macie podobny problem? Czytajcie dalej, bo chyba udało się znaleźć rozwiązanie.

Konfiguracja skrótów klawiaturowych w Lionie

Po raz kolejny się okazało, że warto prowadzić bloga technologicznego (o ludzie, jak to dumnie zabrzmiało – blog technologiczny!) W poprzednim wpisie lamentowałem, że Apple zabrało mi mój ulubiony skrót klawiaturowy cmd+shift+S, którego to w Podglądzie używałem wiele razy dziennie. W związku z nową filozofią pracowania na plikach, czyli wszystko zawsze jest zapisane oraz możliwości przeglądania kolejnych wersji pliku, zniknęła też przypisana do tego skrótu funkcja „Zapisz jako”. W zamian Apple dało nam funkcję „Powiel”. Nie jest to co prawda to samo, ale funkcjonalność podobna. Do tego „Powiel” twórcy Podglądu, TextEdit oraz iWorka nie przypisali żadnego skrótu klawiaturowego, co powoduje, że używanie tego jest dosyć kłopotliwe i czasochłonne.

Gdzie się podziało cmd+shift+S?!?!

Ale jestem zły! Przedobrzyli z tym wersjami! Jestem wielkim fanem skrótów klawiaturowych na maku. Dzięki nim wykonuję swoją pracę szybciej. Bardzo sobie je cenię, a w szczególności cenię sobie to, że w wielu, wielu programach działają one identycznie. Jednym z moim ulubionych skrótów jest (a raczej było) ⌘ + ⇧ + S, czyli popularne „zapisz jako”. Kiedy to się przydaje? Gdy pracujemy na jakimś pliku i od pewnego momentu chcemy go zostawić w spokoju i pracować dalej nad jego kopią. Wciskamy (to znaczy do tej pory wciskaliśmy) wówczas ⌘ + ⇧ + S i zapisujemy kopię programu pod nową nazwą. Najprostszy przykład: