Press "Enter" to skip to content

Dlaczego muszę na Maku używać Worda

Jednym z podstawowych zadań dla osób przesiadających się na Maki jest zachowanie ciągłości pracy. Mamy przed sobą kompletnie nowy system operacyjny, ale mimo to chcielibyśmy, żeby świat zewnętrzny, z którym się komunikujemy nie odczuł pogorszenia standardu pracy z naszej strony. Mało tego, nie po to przesiadaliśmy się na Maki, żeby teraz ze wstydem komuś powiedzieć, że nie możemy czegoś zrobić, bo system nam na to nie pozwala. Gdyby tak było, to znaczy, że przesiadka była bez sensu, gdyż tracimy na produktywności. Dopóki nasz kontakt ze światem zewnętrznym polega na wymianie maili, to problemu w zasadzie nie ma. Gorzej gdy zachce się nam fanaberii, tj. musimy wymienić się z użytkownikami Windowsa i Office’a plikami.

To czego bym oczekiwał, jako rozwiązanie idealne, to pewna multiplatformowość standardu zapisu (trochę niezgrabne sformułowanie), ale ani format doc, ani docx takim nie są. Skomplikowany dokument tekstowy napisany w Wordzie na Windowsie otwarty w Open Office lub Pages na Maku potrafi wyglądać kompletnie inaczej. A po wprowadzeniu kilku drobnych poprawek i odesłaniu go właścicielowi na Windowsie on też dozna szoku co się stało z jego plikiem.

Dopóki wysyłamy sobie pliki, które są w 100% tekstowe, to ok, nic złego się nie dzieje. Plik, który jest zwykłym artykułem będzie identycznie wyglądał na obu systemach. Mało tego da radę taki plik otworzyć w Open Office i w Pages i wszystko będzie dobrze. Jednakże sprawa zaczyna się komplikować, gdy do pliku dodamy wykres. Otóż tak, jeżeli to będzie zwykły plik graficzny (gif, jpg, png), to wciąż jest ok. Ale w Wordzie w formacie docx jest taka sprytna funkcjonalność polegająca na tym, że wykres, który został wstawiony z Excela jest wciąż możliwy do edycji. Zatem jeżeli dostanę od kogoś plik docx, w którym jest wstawiony wykres, którego formatowanie mi się bardzo nie podoba, mogę go sobie samodzielnie poprawić. I tutaj zaczynają sie schody. Oto przykład, tak wyglądający plik w Wordzie 2008 , oryginalnie wyprodukowany w Wordzie 2007 na Windowsie:

Otwarty w Open Office wygląda następująco:

Jak widać o wyświetleniu edytowalnych wykresów możemy zapomnieć. No i jeszcze Pages:

Pages przynajmniej jest uprzejme wyświetlić nam komunikat i wiemy co się stało:

Taka sytuacja jak opisana powyżej, czyli konieczność pracy na plikach z wstawionymi wykresami jest moją codziennością. W tym jednym momencie muszę pożegnać się z jakimikolwiek zastępstwem za Worda. Muszę go mieć i koniec.

Innym przykładem, który dostarcza problemów ze zgodnością plików jest sytuacja, gdy dostaję pliki tekstowe z zaznaczonymi zmianami w trybie śledzenie zmian. Tutaj ponownie Open Office i Pages psują sporo w przesłanym pliku, choć i tak jest lepiej niż w przypadku wykresów. No ale, jest przecież na Maka Word, więc wydawałoby się, że można odetchnąć z ulgą. Jeden producent oprogramowania, niby tego samego, na dwie platformy powinien o tę zgodność zadbać i pozwolić swobodnie przesyłać pliki między Makami a komputerami z Windowsem. Nic bardziej mylnego, tak jak pisałem na początku posta, im bardziej skomplikowany plik, tym błędów jest więcej. Wie o tym każdy kto kiedykolwiek dostał na Maku plik z wstawionymi różnymi symbolami lub wzorami z Microsoft Equation. Użytkownicy Excela mogliby coś powiedzieć o plikach z makrami napisanymi w Visual Basicu. Przykłady na brak zgodności można by mnożyć.

Wiążę bardzo duże nadzieje z kolejnym Officem na Maka oznaczonym numerkiem 2011. Na niczym innymi mi tak nie zależy jak na zgodności formatów. Pal licho nowy interfejs użytkownika. Po co to komu? Dajcie mi pełną zgodność plików, VBA (ponoć jest!), stabilność działania, z którą krucho w Office 2008 i będę szczęśliwy.

  • Michał, założenie tego wpisu jest błędne – to nie system operacyjny jest odpowiedzialny za to, że „word” działa tak jak działa na Mac OS X. To Microsoft ma tu swój udział, że w wersji 2008 dał nieco więcej ciała niż dotychczas.

    Ja też działam w środowisku Windows – tzn. wszyscy, z którymi współpracują oczekują ode mnie Windows-friendly i też zmagam się na co dzień z Office for Mac 2008. I niestety mam podobne doświadczenia do Ciebie. Jedyne sensowne rozwiązanie – zawsze exportuj jako pdf.

    • No oczywiście, że nie jest winny OSX :) No gdzieżby mógł. Winny jest bez dwóch zdań MS, którego standard zapisu plików doc czy też docx nie jest żadnym otwartym standardem, którego mogłyby się trzymać różne edytory tekstu. To co robi np. Open Office, że w ogóle próbuje zapisywać pliki w formacie doc jest jedynie próbą dostosowania się do czegoś co nie do końca wiadomo jak działa.
      No i oczywiście grzech główny, czyli brak zgodności miedzy Wordem a Wordem z różnych platform to skandal. Zapis jako pdf nie jest dla mnie żadnym wyjściem, ja dostaję pliki, które muszę skorygować i posłać dalej do korekty. Potem te pliki otrzymuję z powrotem, akceptuję zmiany, bądź nie, posyłam do grafika, itp. Bardzo miły i zamknięty format pdf niestety nie w moim przypadku.

  • w czwartek zamówiłem Office 2011 i także wiążę z nim ogromne nadzieję. Naturalnie, poinformuję o rezultatach.

    • Kupiłeś? Gdzie?! Bo chyba się złamię i też bym się przymierzył.

        • Ok, dzięki za info. Najgorsze jest to, że potrzebuję tę droższą wersję (faktura, zastosowanie komercyjne, itp.), chociaż i tak jest nieźle z cenami w porównaniu z wersja 2008. Mam nadzieję, że do końca roku to będzie powszechnie dostępne, tak że wejdę do sklepu i kupię. Chętnie bym też przywitał Office’a w Mac App Store (mało prawdopodobne według mnie) z możliwością kupna każdej aplikacji z osobna. Kompletnie nie potrzebuję Outlooka i Power Pointa, używam tylko Worda i Excela.