Press "Enter" to skip to content

Miesiąc: Listopad 2011

MacGadka #17: iPhone 4S – gdzie i za ile

Nadrabiam zaległości! A jest co nadrabiać, bo w kolejce czeka na wpis jeden odcinek MacGadki! W szale wyjazdów służbowych udało nam się z Przemkiem nagrać odcinek o tym, że bardzo chcemy mieć iPhone’a 4S (Kto nie chce?!) i o tym gdzie najlepiej go kupić. Niestety nie jest to tania zabawka, więc każda decyzja, czy to o kupnie u operatora i związania się długim abonamentem, czy bezpośrednio od Apple musi być poprzedzona solidną analizą.

Bardzo ważne jest określenie naszych potrzeb. Czy mało rozmawiamy, ale za to długo siedzimy w internecie, czy też może rozmawiamy długie godziny, a internet jest nam potrzebny od czasu do czasu. A może jedno i drugie? To wszystko ma znaczenie przy wyborze metody kupna tego iPhone’a. Bo to że trzeba kupić iPhone’a a nie inny telefon np. z Androidem okazuje się być dla nas oczywiste. Wydaliśmy tyle pieniędzy w App Storze, że pozbyć się tego jest wręcz niemożliwością.

Konto w iTunes bez karty kredytowej

Tłumaczyłem to przez ostatnie kilka dni tyle razy, że sam nie mogę w to uwierzyć. Zawsze mi się wydawało, że sztuczka, dzięki której można założyć konto w iTunes, bez konieczności posiadania karty kredytowej jest ogólnie znana. Myliłem się. Schemat jest mniej więcej podobny, dzięki rosnącej popularności sprzętu od Apple coraz więcej osób staje się często przypadkowo właścicielami iPhone’ów oraz iPodów touch. Te przypadki o których mowa, to otrzymanie iPhone’a w pracy jako telefonu służbowego, „odziedziczenie” iPhone’a po poprzednim właścicielu, który kupił nowszy model lub też iPod touch sprezentowany nastolatkowi przez kochanych rodziców.

Ileż to przeprowadziłem takich przykładowych dialogów:

Ktoś: Co tu trzeba zrobić, żeby te Angry Birds tutaj mieć albo tego no… fejsbuka?
Ja: Musisz mieć konto w App Store.
Ktoś:  Czyli co?
Ja: No masz tam taką niebieską ikonkę, kliknj w nią, przejdź etap rejestracji i gotowe, masz kartę kredytową?
Ktoś: Eeee, nie
Ja: Hmm, no dobra, to jest pewien sposób, tylko, że to musisz wejść na polskie iTunes w komputerze, kliknąć w jakąkolwiek darmową aplikację, a następnie wybrać sposób płatności „none”
Ktoś:  ??? 

MacGadka #16: Czytamy na Makach, a dyskietki wciąż żywe

Czytacie książki? To bardzo dobrze! Takiej odpowiedzi właśnie się spodziewałem. Ja też czytam ile tylko mogę i gdzie tylko mogę. Całą młodość nosiłem książki przy sobie, np. po to by poczytać w autobusie. Tylko wówczas były to piękne czasy, gdy nie musiałem dźwigać tak wielu rzeczy jak teraz, np. laptopa (jaki by on nie był lekki), zasilacza, telefonu komórkowego i jeszcze obrzydliwe grubego stosu dokumentów. Druga sprawa, że miałem kiedyś nieporównywalnie więcej czasu na czytanie. Teraz nie dość, że mam tego czasu dużo mniej, to jeszcze rzeczy do noszenia jest więcej.

Na szczęście dla nas czytelników nadeszły piękne czasy. I tak jak przestaliśmy nosić przy sobie walkmeny i discmeny, powoli możemy zacząć się przyzwyczajać do nienoszenia przy sobie książek. Tak wiem, papierowa książka ma swoje uroki, wygląd, zapach… Ale spróbujcie np. przez dwa tygodnie ponosić przy sobie Lalkę Prusa. Jest to oczywiście bardzo niewygodne, ale teraz, dzięki elektronicznej dystrybucji można mieć przy sobie jednocześnie wspomnianą Lalkę, a dodatkowo Trylogię Sienkiewicza, stos komiksów, podręcznik do programowania w PHP i oczywiście biografię Steve’a Jobsa, nie nadwyrężając przy okazji kręgosłupa.

Właśnie czytaniu książek na iPadzie, iPhonie i na Maku poświęciliśmy z Przemkiem kolejną, 16 już MacGadkę. Zastanawiamy sie co wybrać, Kindle, iBooks czy może Woblinka. A może dzięki temu, że każdy z tych programów to przecież tylko dodatkowe kilka megabajtów na naszych urządzeniach można używać wszystkiego na raz…

Keynote – wspomnień czar

W zeszłym tygodniu przy okazji debiutu Pixelmatora 2.0 ośmieliłem się nazwać ten program najlepszym programem na Maka (ten wpis i ten odcinek MacGadki). Do tej pory nikt nie wysłał mi wyzwania na pojedynek, twierdząc, że oto zna program lepszy oferujący więcej i lepiej w przeliczeniu na 1 euro. Mimo to, sam zacząłem się zastanawiać, czy nie byłem zbyt bezczelny, zbyt śmiały w swoim twierdzeniu. Naprawdę nie ma nic lepszego? Naprawdę ten Photoshop dla ubogich ma być najlepszym programem na Maka? Tak powątpiewając kilka dni w to co sam powiedziałem, przeczesywałem pamięć w poszukiwaniu godnego konkurenta. No i chyba wymyśliłem!

Będąc ślepo zapatrzony w doskonałego Pixelmatora, nie zauważyłem programu najbardziej oczywistego, który jest prawdziwą wizytówką komputerów z OSX-em na pokładzie. To program, z którym nowi użytkownicy Maków mają kontakt jako jednym z pierwszych. Często jeszcze przed kupnem Maka, oglądając setki godzin historycznych Macworldów, WWDC i innych prezentacji Apple, jesteśmy czarowani tym co potrafi… Keynote. Aż dziw, że nie pomyślałem o tym programie wcześniej. No cóż pod latarnią jest często najciemniej. Pamiętam jak sam kupiłem 3 lata temu pierwszego Maka zanim cokolwiek innego zrobiłem na komputerze najpierw odpaliłem Keynote’a! Do dzisiaj używam tego programu z uwielbieniem. Jest to najjaśniejsza strona całego pakietu iWork.